| kobieta w szarym kapturze |
| ::stuku puku:: 2009 październik luty 2008 marzec 2007 październik lipiec marzec 2006 grudzień sierpień lipiec maj marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2001 grudzień listopad |
dziękuję Ha, a co to za opuszczone miejsce? Miewam się trochę gdzie indziej. Tym co trzeba za to co trzeba - dziękuję :). Zwłaszcza temu, kto podesłał mi wiersze Krynickiego kiedyś, bezinteresownie. Wszystkim którzy słuchali, pozwolili słuchać, tym których strasznie fajnie było poznać albo fajnie całować ;) Wy też się miewajcie. You might get out of it, but it doesn't fully get out of you kobieta 2009-10-20 20:28:10 skomentuj (1) marchef w butonierce Wyjeżdżasz uprawiać anemony w Afryce Południowej, a ja nie mogę tego przetrawić. Słusznie o Tobie mówią, że jesteś jednym z ostatnich starszych, którzy się nie uporządkowali – coś jak nadzieja dla nieuporządkowanych młodszych. I ten Twój wyjazd to znów nieuporządkowanie, tym razem jednak tak daleko jak to możliwe. Twoja komórka wyłącza się o 17:17 w sobotę, a ja wczoraj przeglądałam rozkład odlotów na Okęciu, żeby zorientować się, w którą stronę zmierzasz (16:15 boarding, czy 17:15 odlot, a może odlatujesz 17:20? Niestety w rozkładzie lotów tylko okrągłe minuty i 17:17 wykracza poza schemat. Śmieszne to, że mnie rozwala Twój wyjazd, skoro i tak nie byliśmy blisko w sensie dosłownym. Swego czasu byliśmy literalnie blisko i na swój sposób jesteś ważnym punktem odniesienia – kiedy poznaję kogoś równie błyskotliwego i wyszczekanego co Ty, myślę sobie “to coś jak Ty, coś jak Ty” Wciąż nazywasz mnie przyjaciółką, często myślę o Tobie, a widziałam Cię ostatnim razem - dwa lata temu? Słaba to przyjaźń, bo po przejściach i żałuję, że mam sobie też trochę do zarzucenia, ale wreszcie zaczynam się śmiać z tego, że kiedyś wmówiłeś złemu chłopaczkowi że mam HIV ;). Z całym dobrodziejstwem Twojego szemranego inwentarza - jesteś po prostu one of the kind. To nie jest list miłosny :) ja mam zbyt mało zielone oczy, a ty nie pochodzisz ze wschodniej ściany Polski, ale będzie mi Cię brakowało.
kobieta 2009-02-26 08:39:47 skomentuj (6) ... Nie wiem jak mi minęło ostatnie pół roku (rok?), nie wiem gdzie i co robiłam, chyba nic. W sensie zawodowym nauczyłam się tyle, że to aż niewiarygodne. Kosztem niewiarygodnym. Chcąc ratować smętne resztki work-life balance, z duszą na ramieniu złożyłam wypowiedzenie, wzbudzając ferment, popłoch i głosy potępienia (nie chcesz się dawać dymać przez korporację w nadgodzinach?) oraz pochwały (nie chciej się dawać dymać przez korporację w nadgodzinach!). Co tu dużo mówić, praca min. 10h/dobę z poczuciem, że powinnam też przyjść w sobotę, a na chorobowym wisieć na telefonie nie jest i nie była moim marzeniem. Trochę jestem wykończona, przede wszystkim psychicznie. W ciągu 1,5 tygodnia znalazłam nową pracę za duże pieniądze, dziś po raz pierwszy o tej porze jestem w domu, nie wiem w ogóle co myśleć, co robić w nowym życiu ;) ostatnio przestałam czynić plany długoterminowe, ale czas to zmienić - chcę jechać do Anglii i pić wódkę, ale pewnie zostanę w domu i wyszoruję ostatni kibel. kobieta 2008-03-21 11:35:43 skomentuj (10) mam jeszcze 40 lat w tym tygodniu dwa razy zemdlałam ze zmęczenia (jesteś w ciąży? jesteś w ciąży?), nie umiem już podliczyć ile mam nadgodzin do odebrania, wczoraj po powrocie z pracy runęłam do łóżka i spałam 14 godzin. ci co widzieli mnie na żywca wiedzą doskonale, że ze mnie nie jakaś eteryczna dziubdzia, tylko konkretne, zdrowe i rumiane dziewczę. przyjmuję oto wewnętrzną uchwałę pt. "wdupiemająca". mam jeszcze 40 lat do przepracowania i nie zamierzam się wykończyć po czterech miesiącach u potentata czekolady. kobieta 2007-10-27 16:48:12 skomentuj (4) |
"Czasem się zastanawiam, jak by to było mieszkać w tej świecy, w półprzeźroczystym labiryncie otaczającym płomień, w cieple, bezpieczeństwie i wygodzie. Wyobrażam sobie całodzienne wędrówki woskowymi korytarzami, odwiedziny w parafinowych salonach; wyobrażam sobie jak co wieczór leżę w łóżku i nasłuchuję powolnego, jednostajnego kapania świadczącego o tym, że proces samounicestwiania mojego domu trwa bez chwili przerwy."
jeśli nie wiesz jak to ugryźć, gryź mocno (chronologia postawiona na głowie: początek jest na końcu) przytulenie dwa razy na pół gwizdka prawie to samo co raz, a dobrze zielone gatunki chwastów lekiem na najlepsze zło maraton z kobietą cieszyńskie brewerie lipcowe o(t)rzeźwienie if I go crazy then will you still call me superman? a tu już się jebło ale za to jak! to się zdarza tylko dwa razy w życiu nie ma dwóch połówek jest półgłówek to się podoba lecz potrzebny update narcystycznie lubię ten kawałek podsumowania robię często i na próżno some of the things you don't want from a lover ach, żyło się jak światowiec w ambasadzie poznańskie odświeżanie pamięci all I want is a little hug o mych wdziękach słów kilka do mojej ... wiedeńskie zauroczyska niezręczność męska, oczywiście afektowana nastolatka coś mi z tego zostało zapiski z lat 2001-2002 są nudne. nie czytać. pod skórą dostepny poczuć, pomyśleć katarzynka anton gogenzola* ius* 17 seconds ago oto foto reev maartini masakrytyczna kazia* rozpasane kidsowisko ray* listopad ty! heheh* muflon* dolina yssy* rieux* szpachelka wersja mask.ulinum* hal9001 waniliowy trupki ideafix* ouida* niedostepny granat-i-biel oy voy* szereg taylora bagdad cafe rohmi* morhe rieux weird-on-top pani znika? improduktyw pig androgeniczny* hellcat* rosmerta physical cainite sezon-w-piekle |